Jeśli dziś poniedziałek, to na moim blogu nowe zestawienie. Takie zwykłe ale niezwykłe, codzienne, adekwatne do pogody.
Bo jak mój telefon komórkowy wskazuje temperaturę: –12 stopni Celsjusza, to myślę tylko o jednym. Jak się opatulić, żeby nie zmarznąć.
Mam parę takich ciepłych okryć, butów, czapek itd., które należą do moich ulubionych i które już znacie z mojego bloga. Niektórzy mają „ulubione” rzeczy jedynie przez dwa tygodnie. Ja przez wiele lat.
Na przykład: kożuszek z ciucholandu, ale nowiutki, kupiony jeszcze z metką za 40 zł – nieznana mi marka Taifun Collection – rozmiar 46. 

Idealny jako płaszczyk dla mnie.
Widzieliście już czapkę – Zara. Buty też z tej popularnej sieciówki – Zara.

Rękawiczki prezentuję dość często – G by Gosia Baczyńska.
A co mam nowego?
Spodnie – Wall Off. Na górze szerokie, na dole wąskie, marszczone. Zobaczycie je jeszcze kilka razy.
Szal. To moje dzieło. Swojego czasu, co uprzejmie donosiłam na blogu, kupiłam ręcznie robiony sweter z jedwabnej włóczki. Nosiłam go, nosiłam, aż mi się znudził. Sprułam go więc i wydziergałam szal.
„Cieplusiński”. Pasujący do wielu rzeczy. Noszę go na wiele sposobów, jak tylko wyobraźni wystarczy.


Broszka kokarda – Karina Krølak.
Zdjęcia mojej stylizacji (oprócz szala na manekinie): Pola Chrobot – Photopolka.