Pewnej soboty, w „Wysokich Obcasach” przeczytałam tekst Joanny Derkaczew pt. „Skromnisie”,o modzie skromnej.
„Zwolenniczki mody skromnej polecają pod kuse bluzki szeroki bawełniany pas noszony na biodrach – żeby boczki i brzuch oraz bielizna nie wystawały, lub na biuście – żeby zasłonić dekolt. Hitem są pończochy na ramiona” – czytamy na wstępie tekstu.
Cały artykuł przybliża historię powstania ruchu promującego modę na skromność – „Modesty Movement”.
W sieci Modest Fashion Blogger Network, swoje zdjęcia, porady i produkty prezentują mormonki, żydówki, muzułmanki, które chcą żyć w zgodzie z religią i którym zależy na własnym wizerunku, ale również kobiety, „które wypukłości, zwisów i fałdek na swoim ciele nie lubią i najchętniej by je czymś zakryły. Furorę robią pończochy na ramiona – pisze w artykule Joanna Derkaczew. Stworzyła je Mary Portas (brytyjska prezenterka, guru rynku mody, ekspertka premiera do spraw przyszłości przemysłu odzieżowego) wraz z dziennikarką magazynu „Grazia” Melanie Rickey”.
Impulsem do stworzenia w 2011 r. „pończoch” były badania, z których wynikało, że 75 proc. Brytyjek nienawidzi swoich ramion.
„Pończochy zaprojektowane dla Brytyjek 40+ stały się ukochanym produktem młodych konserwatywnych Żydówek – czytamy w tekście. Dziewczyny, którym religia nakazuje noszenie rękawów „za łokieć”, miały dość ubierania się na cebulkę, zakładania bluzek z długim rękawem pod sukienki, T-shirty i eleganckie topy”.
Wkrótce żydowskie projektantki odpowiedziały na „pończochy” kolorowymi rękawkami, kaftanikami bez rękawów zakładanymi pod wydekoltowane bluzki czy bluzkami „po szyję” obciętymi pod biustem.
„Na pomoc obnażonym ramionom pospieszyła też skierowana do puszystych marka FatPhrocks Brytyjki Michelle Ellis – pisze w tekście J. Derkaczew. Jej kolekcja Wingz (od „bingo wings” – sflaczała skóra nad łokciem) prezentuje całą gamę łączonych na plecach i pod biustem rękawów bufiastych, szyfonowych, ślubnych, codziennych, koronkowych”.
Nie jest moją intencją przytaczanie całego artykułu, bardzo zresztą ciekawego, bo możecie go – i powinniście – przeczytać.
Więc dlaczego go cytuję? Bo wiele rozwiązań z „mody skromnej” jest idealnych dla nas – pań 50plus.
Kilkakrotnie, przy różnych okazjach pisałam, że po pięćdziesiątce nie podobają mi się ani ramiona, ani kolana i powinny być przysłonięte. Nie ma nic gorszego jak paradująca po mieście 50plus w mini spódnicy na gołe nogi lub jeszcze gorzej w szortach. Nie chcę robić nikomu przykrości, ale tak uważam. Krótka spódnica lub sukienka przy zgrabnych nogach mile widziana, ale w kryjących rajtuzach. Więc w upały mini odpada drogie panie. Można naprawdę założyć zwiewną spódnicę za kolano, lub luźne lniane spodnie. Przynajmniej ochronimy skórę przed słońcem, a i wyglądać będziemy estetycznie.
Podobnie rzecz ma się z ramionami.
Niestety jako kobiety dostajemy w pewnym wieku „prezent”
– pomarańczową skórkę czyli cellulit, czego brak panom, bo jak słyszymy panowie nie lubią brzydoty, dlatego go nie mają :-), ale nie znaczy to, że mamy go eksponować.
Jestem przeciwna botoksom, operacjom plastycznym i innym sztucznym zmianom, ale o wygląd dbać musimy. To nasz obowiązek, mimo że mamy 50plus i więcej lub mniej.
Chcę się Wam pochwalić, że także mam „pończochy” na ramiona. Są czarne, jedwabne i mam je z dziesięć lat. Kupiłam w Solarze.
I tym akcentem kończę ten post zachęcając Was do przeczytania tekstu:
J. Derkaczew, Skromnisie, „Wysokie Obcasy”, nr 31, sobota 3 sierpnia 2013, s. 12-15.
W wersji internetowej tekst nosi tytuł: „Moda dla skromniś”.



