Wczoraj na stoisku z gazetami w Spółdzielczym Domu Handlowym o nazwie „Central” w Łodzi („Społem i za późno wstołem” mówił w kabarecie „Tey” Bohdan Smoleń w połowie lat osiemdziesiątych XX w., to m.in. o „Centralu”) nabyłam nowy numer GLAMOUR (lipiec 2013).
Jest to jedna z tych gazet modowych, które kupuję w każdym miesiącu. Bardzo ją lubię. A tu niespodzianka, Pani za ladą mówi, że został jej jeden ostatni egzemplarz i to razem z dodatkiem – książką Janet Evanovich, „Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy”. Najpierw pomyślałam, że to poradnik :-), ale nie . Jest to romantyczny kryminał.
Janet Evanovich, amerykańska pisarka romansów, po dwunastym tomie „wyczerpała zasób słów opisujących miłosne uniesienie”, jak czytamy w nocie od wydawcy, i stworzyła cykl powieści kryminalno-sensacyjnych o łowcy, właściwie łowczyni nagród z New Jersey – Stephanie Plum. Tom, który za 7 zł (a nie 34,90) dodał nam do numeru magazyn GLAMOUR, jest pierwszym z całej serii, w której na razie ukazało się ponad dwadzieścia woluminów. Książka „Po pierwsze dla pieniędzy” znajdowała się 75 tygodni na liście bestsellerów „USA Today” i była pierwszą na liście bestsellerów „New York Timesa”.
Zachęcona zostałam tymi słowami do kupna tej lektury, to fakt, szczególnie, że jak w 2012 r. na ekrany kin wszedł film nakręcony na podstawie tej książki, opinie o nim nie były najlepsze, za to odniesienia do książki zawsze były na korzyść tej ostatniej. Pamiętam taką wypowiedź, że książkę czyta się jednym tchem i dlaczego nie można było wiernie jej przenieść na ekran. Filmu nie widziałam.
To wszystko spowodowało, że kupiłam dwa w jednym, czyli GLAMOUR z książką. Ponadto redakcja napisała, że to obowiązkowa lektura na wakacje. Wobec tego obowiązkowo kupiłam i zaczynam czytać.
Janet Evanovich, „Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy”, wyd. Fabryka Słów, Lublin 2012, ss. 352.
A jeszcze parę słów o „Centralu”, o którym wspomniałam na wstępie. W czasach kiedy kolejki ustawiały się po wszystko, „rzucali” tam takie tkaniny jedwabne – surówki, żorżety – że aż dech zapierało. Wszystko „odrzuty z eksportu” oczywiście :-). Mam niektóre z nich do dziś. I nie było po to kolejek, wszyscy stali po ręczniki, rajtuzy itd. Moi czytelnicy 50plus wiedzą o czym mówię, młodzi pewno pukają się w głowę. Mogą znać to jedynie z opowiadań. I całe szczęście.
Gratuluję!
Młodzi stoją teraz w kolejkach po ciuchy ze specjalnych kolekcji znanych projektantów dla H&M (już w listopadzie Isabel Marant). Jednak zasadnicza różnica polega na tym, że my chcemy, a nie musimy. Kiedyś niestety nie było innego wyjścia. Pozdrawiam!
To prawda. A po ciuchy są to bardzo przyjemne kolejki. Pozdrawiam Jaga