Nie kupuję dużo i na pewno nie kupuję dla samego kupowania.
Jak już coś zakupię, to mam przez wiele lat. Dotyczy to i ubrań i dodatków. Sprawia mi to przyjemność. W przeważającej większości pamiętam okoliczności zakupu.
Taka moja historia każdej rzeczy.
T-shirt – Bershka.
Przechodziła koło sklepu w pewnej galerii handlowej i zajrzałam niezobowiązująco.
Na męskim stoisku w oko wpadł mi T-shirt z napisem „Life in Japan”. Wiecie, że lubię wszystko co z Japonią związane, więc nie zastanawiałam się. Kupiłam największy rozmiar. Było to ze trzy lata temu. Świetna bawełna. Można prać i nic się z nią nie dzieje.

A to bardzo zastanawiające. Dlaczego w sieciówkach męskie ubrania zawsze szyte są z dobrych, naturalnych materiałów, a damskie w większości z mieszanych włókien. I mnóstwo jest wiskozy i poliestru.
Spódnica koronkowa.
Na pewnej garażówce, a było to ok. piętnaście lat temu, kupiłam spódnicę szytą dla dziewczynki, która kończyła podstawową szkołę muzyczną, na jej dyplomowy recital. Do tego była biała lniana bluzka, którą także kupiłam.
Po latach wyprułam tylko podszewką i nadal ją noszę.
Buty.
Trochę młodsze niż spódnica. Kupiłam je jedenaście lat temu wracając z banku, gdzie wzięłam pożyczkę na remont mieszkania.
Wystarczyło i na remont i na buty. 


Kolczyki drewniane – kupione w Rossmannie.

Torebka – Czarny. Najnowszy zakup.


Wszystkie zdjęcia: Ewa Falczewska – Dihanea.