Wierzycie w bajki? Jeśli nie, to opowiem Wam prawdziwą historię.
Pewnego dnia, w pewnym mieście, w pewnym sklepie, do którego trafiłam przypadkiem (ma się to wyczucie), wypatrzyłam nowiutki szaliczek z czterech norek. Lubię polować na okazję, pisałam już o tym w postach, więc złapałam go pod pachę i udałam się do kasy aby wyjaśnić rozbieżności cenowe. Były bowiem do szalika przyczepione dwie metki, 100 zł i 50 zł. A że ogłoszenie na ścianie informowało, iż na wszystkie futra jest 50% zniżki uznałam, że obowiązuje mnie cena 50 zł. Nie było to jednak jasne dla personelu, który twierdził, że 50 zł kosztuje jedna norka, więc młoda, bardzo miła pracownica sklepu zatelefonowała do właścicielki i po uzgodnieniu futrzany szaliczek z czterech norek za 50 zł znalazł się w mojej torbie. Jest taki miły.

Osobom, które nie uznają futer uprzejmie donoszę, że kupiłam sobie w tym samych second-handzie syntetyczny nieużywany (z metką jeszcze) kożuszek niemieckiej firmy Tajfun, za 40 zł. Ale pokażę się w nim Wam w innym poście.
Ponieważ dostałam ekstra na drobne przyjemności 200 zł, obkupiłam się za 90 zł, to jeszcze mi została stówa w kieszeni.
Jak ja kocham takie zakupy.