W ramach projektu fotograficznego zatrzymujemy się z Paulą Mroczkowską przy Piotrkowskiej 165/169, gdzie mieści się Spółdzielczy Dom Handlowy „Central”. Powstał w 1972 roku i stał się kultowym miejscem w Łodzi.
Na parterze było stoisko spożywcze, samoobsługowe, gdzie królował grecki sok pomarańczowy w puszce o zagranicznobrzmiącej nazwie „Dodoni”. Z dzisiejszej perspektywy było to obrzydlistwo, ale wówczas… 


„Królestwo” modowe było na pierwszym piętrze. Także stoisko z materiałami. Jakie tam można było kupić jedwabie. Oczywiście były to tzw. odrzuty z eksportu. One akurat nie miały wzięcia wśród innych klientek, które wybierały raczej nie gniotącą się kremplinę.
Z każdej premii kwartalnej kupowałam sobie jedwab i szyłam spódnicę lub chustę na głowę. Niektóre mam do dzisiaj.
Pamiętam belę surówki jedwabnej w kolorze bardzo ciemnej szarości z odrobiną fioletu. Wykupiły ją głównie studentki projektowania i ja. szyłam spódnicę na półokrągłym karczku z pomocą koleżanki projektantki. Jak ja tę spódnicę kochałam.
Inna moja spódnica z surówki jedwabnej, szarej, wzbudzała w moim tacie dziwne skojarzenia. Widząc mnie w niej mówił „wyglądasz jak zakonnica”.
Oczywiście na innych stoiskach „rzucali” piękne bluzki, swetry, też odrzuty z eksportu, lub towary importowane. Ale trudno było je upolować. Wtedy powstało to powiedzenie: „Poproszę wszystko jedno co, byleby spod lady”.
Dodatkowo w Centralu na drugim piętrze kupiłam rower. Znosiłam go po schodach wśród tłumu klientów, hahaha.
Po latach poznałam na wakacjach nad morzem fajnych ludzi z Gdańska, którzy przyznali się, że specjalnie przyjeżdżali do Łodzi, do Centralu na zakupy.
Central istnieje do dziś, ale nie ma już tej atmosfery i asortymentu, no i brak jest kolejek.







Foto: Paula Mroczkowska.