Pamiętacie książkę i film „Wyznania zakupoholiczki”? O filmie wspomniałam swojego czasu na blogu polecając Waszej uwadze stroje filmowe.

Isla Fisher jako Becky w filmie „Wyznania zakupoholiczki”.
Źródło zdjęcia.
Są dalsze części tej książki. Ja już je mam. A film może powstanie.
Pewnego dnia będąc w jednej z galerii handlowych Miasta Łodzi spotkałam córkę.
Poszłyśmy na kawę gdzie jej się zwierzyłam (trzymając w ręku wielką torbę zakupów), że po raz kolejny zaczynam oszczędzać. Cha, cha, ile razy to mówiłam?
Ale tym razem postanowiłam notować wszystkie swoje zakupy. W tym celu powinnam zakupić notes. Widziałam taki odpowiedni za 26 zł. 
Kupić notes za blisko 30 zł (zamiast zeszyt za 3 zł) na początek drogi oszczędzania? Bezcenne.
Ale moja córka doszła do wniosku, iż sprezentuje mi taki notes po warunkiem, że będę zapisywała w nim wszystkie zakupy – „żebyś nie zapomniała wpisać tam kolejnego płaszczyka od Ewerta” – powiedziała.
Kupując mi gruby zeszyt (cienki mogłabym zapisać w tydzień) dodała ze śmiechem – „terapia zakupoholiczki rozpoczęta”.
Ale dostałam jeszcze inne narzędzia na nową drogę życia. Wspomagające. Książki o których wspomniałam na wstępie.

Okładka książki
Obecnie właśnie czytam jedną z nich, „Zakupoholiczka za granicą”, i głośno śmieję się sama do siebie i pośrednio z siebie. Widzę oczami wyobraźni dylematy głównej bohaterki kupić czy nie kupić. W końcu ona także stara się realizować nowe życiowe hasło „Kupuj jedynie to, czego naprawdę potrzebujesz”. Problem w tym, że ja dużo potrzebuję. 
Książkę polecam jako weekendową lekturę, gdyż nie mogę jej polecić jako lektury na wakacje. Do tego miłego czasu trzeba czekać rok. Jednak na jesienne smutki, na stresy, na chandrę – doskonała.
Sophie Kinsella, „Zakupoholiczka za granicą”, Katowice 2016, ss. 384.
PS. Terapii jeszcze nie potrzebuję, ale faktycznie zaczęłam kontrolować wydatki (zapisuję je), bo nigdy nie jest za późno na rozsądek. 