Ponury, smutny czas i paskudna pogoda. Czekałam na przyjście wiosny, żeby chociaż pocieszyć się słońcem.
No i przyszła wiosna w sobotę, 20 marca. Ale wiosennie nie jest. Jest co prawda widniej, ale nie cieplej. Czekając na prawdziwie wiosenną pogodę, na przekór aury ostatnich dni, ubrałam się w kolorze słońca.
Kurtka – Zara.




Kombinezon czerwony – z głębi mojej szafy. Podobnie chustka na głowę. Złoty pasek ze skóry – Massimo Dutti.


Buty – Reserved.


Torba – Przywara Strzałka.

Wszystkie zdjęcia: Ewa Falczewska – Dihanea.
Widząc takie kolorowe stylizacje od razu można poczuć wiosnę. Ślicznie
Bardzo dziękuję. Pozdrawiam wiosennie.
W czasie od stycznia do prawie końca października nie kupiłam żadnych ciuchów. Jedyny zakup w tym roku (poczyniony właśnie w październiku) to jesienny płaszcz z drugiej ręki. Czy mi lepiej? Nie wiem w zasadzie. Nie podniosło to wcale komfortu mojego życia, nie czuję się jakbym dokonała czegoś wyjątkowego ot, brak zakupów i tyle.
Ja to rozumiem. Nie można rezygnować ze wszystkiego. Nie spotykamy się, nie kupujemy. Chociaż ja jestem za ograniczeniem zakupów ubraniowych, bo uważam że należy zaglądać przede wszystkim w głąb naszych szaf, to jakąś przyjemność trzeba sobie robić. Pozdrawiam