Lubię zmieniać, łączyć i zestawiać róże elementy mojej szafy. Dziś wymyśliłam „pelisę”.
Pamiętacie pelisy. To płaszcze zimowe podbite futrem, z reguły naturalnym, i z kołnierzem futrzanym.


Pelisy były damskie i męskie. Mój ojciec miał pelisę. Jaki ten płaszcz był ciężki. 
Moja „pelisa” (cudzysłów w tym przypadku konieczny) składa się z czarnego płaszcza – Reserved – z piękną kwiatową podszewką (żadne futro) i kołnierza z pomarańczowego, sztucznego futra – Muff.



Płaszcz pokazywałam już na swoim blogu, podobnie jak kołnierz, ale w zestawie z muffką.
Płaszcz jest z grubej bawełny, kołnierz wykonany jest z poliestru – 70% i jedwabiu – 30% i kojarzy się z ciepłem.

Nie wiem czy marka MUFF jeszcze istnieje, ale jej twórczynie miały fantastyczny pomysł na „nowatorskie, świeże, awangardowe mufki i etole dla dandysek naszych czasów”.

Uważam, że jak jesienny płaszcz to w zestawie z… kaloszami. Kupiłam je w Decathlonie, w sekcji jeździeckiej. Polecam.


Spodnie – Massimo Dutti.
Kolczyki – od lat w mojej kolekcji.
Torba ze skóry – Bags by Lenka (marka już nie istnieje).


Wszystkie zdjęcia: Ewa Falczewska – Dihanea.