Lubię dawać prezenty, ale uwielbiam je dostawać. Na rodzinnej wigilii nie mogłam się doczekać momentu rozdawania paczek i paczuszek leżących pod choinką. A każdy prezent pięknie zapakowany i szczelnie, żeby nie można było podejrzeć.
W tym roku Święty Mikołaj był bardzo bogaty. I hojny.
Pochwalę się, już tradycyjnie, co mi przyniósł pod choinkę, ale ograniczę się do prezentów z dziedziny mody.
Apaszka – Alexander McQueen – na czarnym tle oprócz nadruku charakterystycznej dla projektanta czaszki, jaszczurki, ptaki, ważki, motyle itd. Jest przepiękna.

„Fragment” białej koszuli – Eva Minge, Femestage.

Zwróćcie proszę uwagę na podwójny kołnierzyk i guziczek w kształcie główki kota. Takie detale szalenie lubię.
Płaszcz – Pan tu nie stał. Różowo-czerwony, wełniany. Już go widzę do dżinsów.

Biżuteria – Mokave. Kolczyki i pierścionki. Ale się wystroję.



Oczywiście to nie wszystkie prezenty, które otrzymałam.
No może jeszcze jeden zaprezentuję. Uprzejmie Wam kiedyś doniosłam, że uczę się włoskiego. W związku z tym dostałam winylową, płytę vintage Polskich Nagrań – Mówimy po włosku. Jest w tak dobrym stanie, że chyba jestem jej pierwszą użytkowniczką. 

Gramofon vintage dostałam od Świętego Mikołaja w zeszłym roku.
Święty Mikołaju, do zobaczenia za rok. Nadal będę grzeczna.