Dzisiaj o mojej kurtce dobrej na wszystko – i na wiatr, i na deszczyk.
Uszyta z bawełny, a po uszyciu pryskana tzw. spękaliną. Taką kurtę wymyśliły i uszyły dziewczyny z marki Dvorus. Dzięki temu kurtka nie przepuszcza, wiatru, więc akurat pasuje na dzisiejszą porę.
Do niej mam kołnierzyk z nutrii, który ma ok. 40 lat.
Historia jego jest następująca. Kiedy byłam na pierwszym roku studiów, wybierałam się na imprezę. Dzień wcześniej coś tam szyłam, przerabiałam, gdy wróciła do domu od kuśnierza, ze swoim przerabianym futerkiem, moja mama. Mieszkałam wtedy jeszcze w rodzinnym domu. Tak luźno rzuciłam uwagę, że przydałby mi się kołnierzyk z takiego futra. Kiedy rano wstałam, na stole w kuchni leżał ten oto kołnierzyk. Uszyła mi go mama. Mam go do dzisiaj.
Torebka, pisałam o niej na blogu – lata trzydzieste XX wieku. Prezent od przyjaciela.

Buty – Ryłko

Kolczyki – jedna z galerii „Na Jatkach” we Wrocławiu.

W tle garaż dwupoziomowy na łódzkim Manhattanie. Podobno do sprzedania, ale ta informacja nie jest ofertą kupna. Więc jeśli zwrócicie się do syndyka w tej sprawie, nie powołujcie się na mojego posta 
