Często chodzę ulicą Piotrkowską. W Mieście Łodzi oczywiście. Nasza sławna Piotrkowska ma ponad cztery kilometry długości. Ostatnio przeszłam połowę z tego dystansu rozglądając się za… spódnicami. Nie za spódniczkami. 
Większość, znaczna większość, no – prawie wszystkie kobiety, dziewczyny były w spodniach. A dziewięćdziesiąt procent z tych spodni to dżinsy. „Żeby nie było” – ja też paradowałam w dżinsach.
Spódnic naliczyłam może ze dwadzieścia, a na Piotrkowskiej około 17.00 ludzi przewija się naprawdę dużo. Zauważyłam w spódnicach: dwie starsze panie, dwie puszyste, jedną w długiej zwiewnej, kilka w mini, kilka w ołówkowych bądź rozkloszowanych. Jeszcze naliczyłam sześć kobiet w sukienkach i koniec.
Tak sobie myślę, że spodnie i nasza wygoda z nimi związana to dobrodziejstwo naszych czasów.
A dawniej?
W ogóle świat ujrzał spodnie trzy tysiące lat temu. Do Europy przywieźli je jeźdźcy ze stepów. Ich stroje dostosowane były do jazdy konnej. Był to strój męski.
Ale kobiety np. Sarmatki, uznane przez Greków za Amazonki, które jeździły konno, także nosiły skórzane lub futrzane spodnie, a do nich buty na płaskich podeszwach, aby czuć się dobrze w siodle. Dawne to dzieje, bowiem kobietom długo nie wolno było nosić spodni.
Kiedy w 1793 roku we Francji konwent ogłosił dekret, w którym czytamy: „Każdemu wolno nosić taki strój i ozdoby właściwe płci, jakie mu odpowiadają” [cytat za M. Toussaint-Samat, „Historia stroju”, wyd. II, Warszawa 2011, s. 349] nie dotyczyło to kobiet, które nie liczyły się w życiu publicznym.
Mamy w historii kilka wyjątków – kobiet które w spodniach chodziły.
Np. Joanna d’Arc (nawet po aresztowaniu nie dała się odziać w suknię), także waleczna Katarzyna Sforca czy królowa Szwecji Krystyna Wazówna i jej kuzynka Ulryka Eleonora.

George Sand
Źródło zdjęcia
Dalej musimy pamiętać o George Sand i o Amelii Bloomer, Amerykance, która wylansowała „racjonalny strój” w roku 1851 podczas cyklu wykładów na temat praw kobiet. Oburzona królowa Wiktoria oświadczyła, że „spodnie Mrs. Bloomer zagrażają istnieniu brytyjskich rodzin, prowadząc do emancypacji kobiet i jednoczesnej degradacji mężczyzn”. [s. 354].

Amelia Bloomer
Źródło: www. britanica.com
W końcu XIX wieku rewolucji w stroju dokonał sport: rower, kąpiele morskie i tenis.

1897 – strój sportowy – bloomerki
Źródło zdjęcia: www.fashion-era.com
Karierę zaczęły robić tzw. bloomerki, które dawały nogom swobodę ruchu, nie godząc w poczucie skromności.

Bloomerki
Źródło zdjęcia: www.shmoop.com
Były to spodnie plisowane w talii i zebrane w pasek pod kolanem.

Bloomerki
Źródło zdjęcia
Noszono początkowo do nich sukienkę, którą skracano tak, aż powstała bluzka. Jej bufiaste rękawy z czasem nabierały rozsądnych rozmiarów, by zniknąć gdy powstał kostium kąpielowy.
Podczas pierwszej wojny światowej, gdy mężczyźni poszli na front, kobiety musiały przejąć ich rolę w miejscach pracy. Przejęły także roboczy strój męski.
Po wojnie nastąpiła dalsza demokratyzacja stroju. Coco Chanel wprowadziła modę na chłopczycę, nauczyłą kobiety nosić spodnie
Na ekranach kin pojawiły się aktorki w szortach wzorowanych na mundurach armii brytyjskiej, które przeniknęły na plaże i stały się elementem wakacyjno-sportowej garderoby pań. Zimą narciarki zakładały pumpy.

Marlene Dietrich
Źródło zdjęcia
Odważne kobiety nosiły garnitury jak Marlena Dietrych, czy Katharine Hepburn.

Katharine Hepburn
Źródo zdjęcia
W 1934 roku, pięćdziesiąt lat po zaprojektowaniu pierwszych męskich dżinsów, z myślą o odważnych Amerykankach, marka Levi’s stworzyła także model dla kobiet.
Druga wojna światowa zmusiła kobiety do noszenia spodni z najprostszej wygody – brak ogrzewania, kolejki przed sklepami, wędrówki. Strój był na ostatnim miejscu.
Po wojnie do swych kolekcji dla pań spodnie wprowadzili projektanci: André Courreges, Yves Saint Laurent i Hubert Givenchy.

Yves Saint Lourent – garnitur wieczorowy Le Smoking
Źródło zdjęcia
Z czasem spodnie w pracy zaczęły nosić policjantki, kierowcy, pielęgniarki, sprzedawczynie i biznes women.
Dzisiaj spodnie są codziennym strojem córki i mamy, wnuczki i babci.
Od kilku lat przemysł produkuje więcej spodni dla kobiet niż spódnic. Większość z nas ma w szafie kilka par dżinsów. I to widać na mojej Piotrkowskiej.
Źródło: M. Toussaint-Samat, „Historia stroju”, wyd. II, Warszawa 2011, s. 341–359.