Nie ma chyba osoby (napisałam chyba, bo może ktoś jednak się znajdzie), kto w swojej szafie nie ma czegoś z dżinsu. Denim, czyli dżins to taka tkanina bawełniana, która wykonana jest w splocie ukośnym. Powstała w regionie Serge de Nimes, stąd nazwa francuskiej bawełny, z której we włoskiej Genui szyto ubrania dla żeglarzy. Były wygodne, łatwe do prania i wytrzymałe. A że Amerykanie mówią na Genuę „Genes” (dżyns / jeans), dlatego używa się tej nazwy.
Pierwszą firmę, która rozpowszechniła dżins stworzył Levi Strauss, emigrant niemiecki żydowskiego pochodzenia, który w 1850 r. przybył do Ameryki z Bawarii, a trzy lata później w San Francisco otworzył firmę szyjącą niebieskie dżinsowe spodnie. Kiedy nawiązał współpracę z Jacobem Davisem stałym klientem i krawcem, który wymyślił, aby miejsca w spodniach, szczególnie narażone na przetarcia i podarcia, wzmocnić miedzianymi nitami, spółka obu panów odniosła gigantyczny sukces. Oni byli pierwsi.
Dżins był jednak zarezerwowany dla odzieży roboczej lub wojskowej.
Pierwszą kobietą, która nosiła dżinsy była Iris Apfel, 90plus – ikona mody i kolekcjonerka ubrań, o której pisałam w poście na moim blogu. W 1940 r., jak wspomina Apfel, wymyśliła sobie strój: spodnie z dżinsu, turban i duże kolczyki. Poszła do sklepu z odzieżą wojskową, ale ekspedient nie chciał spodni jej sprzedać. Tak go błagała, iż doszedł do wniosku, że jest nienormalna. I w ten sposób je kupiła.
W latach pięćdziesiątych XX w., Marilyn Monroe i Sophia Loren pokazały jak można kobieco wyglądać w „roboczych” spodniach. Zakładały je podobno na mokro, aby opięły biodra w celu idealnego dopasowania.
Szaleństwo dżinsu zaczęło się w hippisowskich latach siedemdziesiątych XX w. i można powiedzieć, że trwa do dziś. Z dżinsu szyte były dzwony, „szwedy”, w latach późniejszych rurki, jeśli chodzi o spodnie. I dzięki Kate Moss spodnie rurki królują do dziś.
Do Polski też doszedł szał dżinsowy
„Prawdziwe” dżinsy kupowało się w Pewexie lub na ciuchach, chyba, że ktoś z rodziny przywiózł z zagranicy. W sklepach pojawił się materiał dżinsowy zwany „teksasem” lub „texasem” :-). Część snobistycznej młodzieży chodziła ubrana w dżins o dołu do góry i odwrotnie. Do takiego stroju konieczny był mały Fiat :-).
Ja, oprócz spodni marki Rifle kupionych w Pewexie, miałam rozkloszowaną spódnicę z jasnego dżinsu, którą sobie sama uszyłam na jakiś bal studencki. Uszyłam także portfel, a na spodach od starych espadryli zrobiłam dżinsowe sandały.
Kiedy w połowie lat osiemdziesiątych XX w. pojawiły się koszmarne tureckie „marmurki”, zniesmaczona do dżinsu posiadałam jedynie kurtkę Levi Strauss’a.
Obecnie dżins wrócił do łask. Każdy prawie dom mody, np. Chanel, Chloe, Calvin Klein, mają w swojej ofercie ubrania z dżinsu.
Oprócz trzech par dżinsów, w jednych z nich mnie widzieliście, mam dwie kurtki i pelerynę:
Kurtka ze stójką, zapinana na różne guziki – Orsay
Peleryna z kołnierzykiem – Outlet Vero Moda




