Już po świętach. Czas na podsumowanie:
prezenty – cudowne
jedzenie – pyszne
waga – pół kilograma więcej. TYLKO! Co za ulga
nastrój dnia – zmęczona leniuchowaniem, ale radosna
Nie mogę się powstrzymać od pokazania Wam moich prezentów. Wszystkie były podpisane – „od św. Mikołaja”, ale ja mam pewne podejrzenia, z czyjej namowy Mikołaj je wybrał właśnie dla mnie ze sterty różnych rzeczy.
Oto płaszcz Jarosława Ewerta, o którym kiedyś wspomniałam w poście.
Czarny, oversize’owy, zdobione rękawy łańcuszkami, duże kieszenie. Idealny dla mnie.
Biała koszula Agaty Wojtkiewicz. Marzyłam o niej od dawna (jednak marzenia się spełniają).
Można ją nosić także z paskiem na biodrach (pasek z bardzo miękkiej skóry).
Z tyłu skórzana patka z firmowym serduszkiem Agaty Wojtkiewicz .
Koszula z kolekcji Maisona Martina Margieli dla H&M. Ci, którzy śledzili tę kolekcję wiedzą, że jest to reedycja projektów z poprzednich kolekcji. Moja koszula nazwana „Circle shirt” (ponieważ jest to koszula w kształcie koła) pochodzi z kolekcji Spring – Summer 2002.

Koszulka Lany Nguyen z napisem pasującym do mnie jak ulał: „zestresowana, w depresji, ale dobrze ubrana”. I tak trzymać!
Książka o Helenie Rubinstein, czyli „kobiecie która wymyśliła piękno”.
Inne (perfumy, krem, itd.)
A wiecie co to jest? Także było w jednej z toreb od św. Mikołaja.
Jest to tzw. „siatka” na zakupy. Bardzo mi przypadła do gustu, bo zajmuje mało miejsca w torebce, a jaka jest przydatna kiedy robię zakupy wracając z pracy do domu.
Dziękuje Ci św. Mikołaju za te dary! A Wy jesteście zadowoleni z tegorocznych prezentów?












