W moich młodzieńczych latach, w PRL, na płaszcze tzw. „przejściowe”, czyli na wiosnę i jesień mówiło się – prochowiec – nawet jeżeli był prawdziwym trenczem dwurzędowym i z pagonami, i nie był z tkaniny przeciwdeszczowej.
Dziś na wszystkie tego typu płaszcze mówimy – trencz.
A ja o swoim płaszczu mówię – między prochowcem i trenczem.
Płaszcz – Reserved. Do niego jest pasek, ale dzisiaj schowany.




Buty – Massimo Dutti.


Torba – Zara.



Kolczyki i koń, naszyjnik kowbojski – dawno w mojej kolekcji.



Cieszę się, że taki płaszcz „przejściowy” mogę założyć. Bo w ostatnich latach grubą kurtkę zmienialiśmy na t-shirt.
Wszystkie zdjęcia: Ewa Falczewska – Dihanea.