Bardzo spodobał mi się tekst autorstwa Małgorzaty Czyńskiej pt. „Poliki klowna oczy pandy” zamieszczony w „Wysokich obcasach”, 8 września 2012, nr 36 (691), s. 18–21.
Artykuł mówi o Annie Piaggi, nieżyjącej redaktorce włoskiego wydania magazynu Vogue.
„Dla jednych wróżka mody (krótka laseczka, którą zwykła trzymać w dłoniach, przypominała czarodziejską różdżkę), ikona, dla innych dziwadło, wariatka w kratach, grochach, futrach i piórach” – napisała autorka.
Niebieskie włosy, usta pomalowane jaskrawą, czerwoną szminką, ekscentryczne stroje i eklektyzm w łączeniu poszczególnych elementów odzieży – to była jej wizytówka.
M. Czyńska tak opisała wygląd Piaggi: „oczy obrysowane jak u pandy, rumieńce klowna, brwi i usta gwiazdy kina niemego i siwoniebieskie loki zwieńczone maleńkim kapelusikiem”.
„Jej styl był czytelny od zawsze – duże wzory, kolory, melanże faktur. Mówiła, że do takiego, a nie innego sposobu ubierania się inspiruje ją «tysiąc i jedna rzecz»”.
Ale Piaggi mówiąca i pisząca w sześciu językach, pomimo ekscentrycznego wyglądu, była osobą o dużym autorytecie i inspiracją dla innych artystów.
Urodziła się w 1931 roku w Mediolanie.
„Do branży [modowej] weszła na początku lat 60. i trochę od tyłu, bo najpierw pracowała jako tłumaczka w wydawnictwie książkowym Mondadori, z czasem zaczęła pisać do kobiecych magazynów, także do włoskiego Vogue’a (od 1969 roku do śmierci pisała na pięknej czerwonej maszynie Valentine firmy Olivetti, której kult można porównać do dzisiejszego iPoda). W 1962 roku w Nowym Jorku roku wyszła za mąż za fotografa Alfa Castaldiego. Razem tworzyli zgrany i uznany duet, aż do jego śmierci w 1995 roku. (…) Castaldi zwykł żartować, że w podróż z Anną z Mediolanu do Paryża najlepiej jechać ciężarówką albo wynająć cały wagon w pociągu, bo tylko tak można pomieścić jej kufry z ubraniami”.
Anna Piaggi posiadała kolekcję ubrań (w tym te o 200 letniej historii) zawierającą m.in. 2865 sukni i 265 par spodni (wg danych z 2006 roku kiedy Piaggi miała indywidualną wystawę w Muzeum Wiktorii i Alberta).
„Ubrania to byli dla niej «przyjaciele», «osoby, które mają wiele wcieleń»”.
„Okiem znawcy potrafiła wypatrzyć w lumpeksie perły. «Muszę powiedzieć, że oszczędniej jest ubierać się na aukcjach antyków niż u paryskich krawców – wyznała w wywiadzie. – Mam ubrania, które powinny wisieć w muzeum, a kosztowały mnie 50 dol.»”
„Ubrania „zestawiała je ze sobą jak kolorowe puzzle z różnych epok, nawet tych unikatowych nie traktowała jak obiekty muzealne. Chodziła w nich na pokazy i
premiery, ale też do banku, na spacer, na zakupy. Ubieranie się nigdy jej się nie znudziło, nazywała je «zawodową zabawą»”. Mówiła, że moda to jej trans. «To moment ekspresji – tłumaczyła. – Moja filozofia mody to humor, żarty, gry. Robię to według własnych zasad. Nigdy nie zarzucam ubrań na grzbiet bez powodu. Z odpowiednim dobraniem wszystkich elementów jest trochę zachodu, więc lepiej już w nocy obmyślić, co włożyć następnego dnia»”.
Część swojej garderoby pokazała w 2006 roku w Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie. Wystawa ta miała rekordową liczbę 25 tys. zwiedzających. Na jej otwarciu Piaggi wystąpiła w kolorach brytyjskiej flagi.
Anna Piaggi zmarła 6 sierpnia 2012 r. w Mediolanie.
„Bez Anny Piaggi świat traci kolor – powiedziała Donatella Versace”.
Jeżeli nie czytaliście tego artykułu to zachęcam do przeczytania go . W wersji internetowej artykuł nosi tytuł „Świat mody wg Piaggi”.
Zdjęcia Anny Piaggi pochodzą ze strony
