Tytuł mojego posta jest cytatem z tekstu Joanny Bojańczyk (komentator mody) opublikowanym w najnowszym numerze „Harper’s Bazaar”.
O ile o starszym pokoleniu pamięta przemysł kosmetyczny robiąc kremy, balsamy dla 50plus (pamiętacie bordową serię Dave) czy 60 plus, ale też dla młodszych, np. 30plus, o tyle marki modowe kierują swoją ofertę głównie do młodych – „Bo ci lubią zmiany, wierzą reklamie, kupują i są rozwojowi” – pisze Joanna Bojańczyk.
Autorka stawia pytanie: „z czego w ofercie współczesnej mody mogą skorzystać ci nieszczęśni zmarginalizowani czterdziestoparo-, pięćdziesięcio-, sześćdziesięciolatkowie?” Dodaje, „dzisiaj moda jest wszak retrospekcją, tego co pokolenia urodzone po wojnie już mają za sobą”.
Faktycznie, ja jako 50plus przeżyłam modę lat 60. 70. 80. 90 (a niektórzy jeszcze lat wcześniejszych). Nosiłam wszystkie rodzaje spodni: rybaczki, dzwony, cygaretki, biodrówki, ogrodniczki itd. Podobnie buty (autorka wymienia różne rodzaje fasonów). Co z tego mamy powtórzyć? I tu Joanna Bojańczyk przestrzega przed zrobieniem kilku błędów, z czym zgadzam się całkowicie. Pierwszym z nich jest „zastygnięcie w fasonach młodości”, drugim – podążanie za trendami: „(…) stawiając czoło dopasowanym bluzkom z dekoltem, szpilkom na platformie oraz biodrówkom – także odradzam…” – pisze autorka, dalej przestrzega przed zbyt obcisłymi ubraniami, jak i „bezkształtnymi szatami ze sklepu dla puszystych”.
Joanna Bojańczyk na pytanie „A zatem: jak się ubrać, gdzie i w co?” odsyła do sieciówek, np. H&M, GAP, Marks & Spencer, Jackpot, Benetton, Tayuum, Marc O’Polo czy COS. Tam można wybrać takie fasony i kolory, „w których każda sylwetka i każda noga wygląda dobrze”.
Uważa, że Zara „całkowicie lekceważy anatomię kobiet po 40”, co generalnie jest prawdą, ale z mojego doświadczenia wiem, że to zależy od budowy ciała. Ja np. kupuję tam spodnie, spódnice, swetry, mam „zarowską” kurtkę i płaszcz, a jestem 50plus, ale koszule zupełnie nie pasują na mnie.
Autorka widzi problem ubioru starszych ludzi w Polsce w ich statusie finansowym.
Pisze: „Salonem Polki jest lumpeks, do fryjzera chodzi dwa razy do roku, jeśli w ogóle. Nosi, co widać po fasonach, kupione dziesięć lat temu: bezkształtne żakiety, za długie workowate spódnice w jednym słusznym kolorze beżowo-szarym”.
Faktem jest, że status finansowy ludzi starszych w Polsce jest taki jaki jest, ale gorsza dla mnie jest świadomość starszych ludzi, że są już niepotrzebni (chyba, że do bawienia wnuków, sprzątania im, gotowania, itd.), że im się nic nie należy, bo są starzy. Ani państwo, ani sami starsi ludzie nie mają pomysłu na zorganizowanie się w, jak chociażby działające w USA, „Stowarzyszenie Czerwonych Kapeluszy” (zrzesza kobiety po 50.), o którym pisałam w poście pt. „Piękne pięćdziesięciolatki, …, …, …”. Najtrudniej zmienić mentalność, bo gdyby były chęci, to sieciówki, outlety mają takie przeceny, że z powodzeniem zastąpić mogą lumpeksy i rynek.
Dlatego między innym,i jak już wiecie, założyłam bloga fashion50plus, bo „Nie zgadzam się z tym, aby kobieta po 50. czuła się staro, szaro i ponuro!”, jak zaznaczam na blogu w zakładce „o mnie”.
Na końcu artykułu Joanna Bojańczyk pisze, że dziwi niechęć mody do sektora starszych osób, bo „ludzie którzy trzęsą biznesem mody na świecie nie są wcale młodzi”. Np. Anna Wintour ma 64 lata, Susy Menkers z „International Herald Tribune” – też ma 60plus. Z wielkich projektów Miuccia Prada ma 59 lat, Jil Sander – 69, Jean Paul Gaultier – 57, Karl Lagerfeld podaje rok urodzenia 1938 (ale są przypuszczenia, że to 1933 r.). W okolicach 70. są: Ralph Lauren, Giorgio Armani, czy moi ulubieni projektanci: Rei Kawakubo i Yohji Yamamoto, ale ten ostatni pokazał modę nie tylko dla młodych… panów, o czym napisałam w poście.
Polecam cały artykuł
Joanna Bojańczyk, „To nie jest moda dla starych ludzi”, „Harper’s Bazaar”, nr 4, czerwiec 2013, s. 48-49.