Z okazji dnia matki dostałam m.in. piękną książkę, którą chciałam wszystkim polecić. Są to „Listy do Yves’a” Pierre Bergé.
Listy powstały w okresie od 5 czerwca 2008 r. do 14 sierpnia roku 2009, już po śmierci projektanta, który zmarł na raka mózgu 1 czerwca 2008 r.
Pierre Bergé był przyjacielem i partnerem Yves Saint Laurenta, dzieląc z nim pięćdziesiąt lat życia zarówno prywatnie jak i zawodowo. Listy zawierają taką dozę uczuć i wspomnień, że ja czytam je z pudełkiem chusteczek higienicznych.
Na przykład 25 marca 2009 r. Pierre Bergé pisał: „ Na próżno udaję, że żyję, jak gdyby nic się nie stało, jakbym miał porozmawiać z Tobą przez telefon […]. Nic na to nie poradzę: wciąż się potykam o Twoją nieobecność. Atakuje mnie wszędzie i o każdej porze” [s. 63]. I jak tu się nie wzruszać.
Z listów wyłania się wcale nie kryształowa postać projektanta, a Pierre Bergé wybrał do publikacji z prywatnego archiwum YSL piękne zdjęcia, niepublikowane wcześniej, oraz szkice projektów.
„Listy do Yves’a” otrzymały prestiżową nagrodę literacką Prix Le Vaudeville.
Pierre Bergé, „Listy do Yves’a”, Dream Books, Warszawa 2014, ss 144.
Już 30 maja br. wchodzi na polskie ekrany film „Yves Saint Laurent”. Nie mogę się go doczekać.

Źródło foto plakatu
Ale zanim to nastąpi polecam szczególnie wszystkim tym, którzy jeszcze nie widzieli inny film, dokumentalny z roku 2010, pt. „Szalona miłość – Yves Saint Laurent”, którego reżyserem jest Pierre Thoretton.
Film pokazuje prywatne życie dwóch ludzi: Yves Saint Laurenta i Pierre’a Bergé’a, których łączyła pasja i miłość, a oparty jest w dużej mierze na materiale archiwalnym.

Źródło zdjęć
Tłem są przygotowania do aukcji ich wspólnej kolekcji, którą tworzyli przez lata, a z którą po śmierci projektanta Pierre Bergé postanowił się rozstać.
Obrazy m.in. Picassa, Marisse’a, Mondriana, antyki, chińskie rzeźby z XVII wieku i inne przedmioty, wszystko zostało wystawione na aukcji zorganizowanej przez dom aukcyjny Christie. W filmie pokazana jest także sama aukcja, która została okrzyknięta „aukcją stulecia”.
Nie muszę Wam mówić, że ten film na płycie DVD mam w swojej kolekcji, a widziałam go tyle razy, że nie sposób zliczyć. Polecam go i Wam bo po prostu jest świetny.